Polscy rolnicy chcą twardszych zasad wobec Mercosuru i Indii. Stawką ma być uczciwa konkurencja na rynku UE
Spór o przyszłość europejskiego rolnictwa coraz częściej wychodzi poza temat dopłat, Zielonego Ładu czy kosztów energii. Tym razem w centrum dyskusji znalazły się relacje handlowe Unii Europejskiej z państwami Mercosuru oraz Indiami – i pytanie, czy dostęp do wspólnego rynku powinien być powiązany nie tylko z cłami i kontyngentami, ale także z geopolityką oraz standardami produkcji żywności.
Polskie organizacje rolnicze apelują o zdecydowaną reakcję UE: domagają się sankcji lub ograniczeń handlowych wobec partnerów, którzy – ich zdaniem – po 2022 r. zwiększyli zakupy rosyjskich paliw i nawozów, a jednocześnie korzystają z ułatwień w handlu z Europą. W tle są również obawy o napływ tańszej żywności wytwarzanej w warunkach, które nie odpowiadają unijnym normom.
O co chodzi w sporze: handel, standardy i bezpieczeństwo
Postulat rolników dotyka trzech powiązanych ze sobą warstw:
- Warstwa geopolityczna – czy UE powinna premiować preferencjami handlowymi kraje, które utrzymują intensywne relacje surowcowe z Rosją.
- Warstwa rynkowa – czy import produktów rolno-spożywczych z państw trzecich nie rozbija europejskiej opłacalności poprzez presję cenową.
- Warstwa jakościowa – czy konsumenci i producenci w UE nie stają przed nierówną konkurencją, gdy pozaunijna żywność powstaje według mniej rygorystycznych zasad.
W praktyce rolnicy nie kwestionują samej idei handlu międzynarodowego. Podnoszą jednak argument, że otwieranie rynku UE ma sens wyłącznie wtedy, gdy po drugiej stronie obowiązuje realna „symetria” zasad: podobne wymogi dotyczące bezpieczeństwa żywności, ochrony środowiska, środków produkcji oraz kontroli.
Dlaczego Mercosur i Indie znalazły się na celowniku
Mercosur (w tym m.in. Brazylia) i Indie są wskazywane jako kierunki, które – według rolniczych organizacji – łączą dwa elementy szczególnie drażliwe z perspektywy europejskiej wsi:
- Rosnącą rolę w globalnych przepływach surowców (paliwa, komponenty energetyczne, nawozy), co może oznaczać pośrednie wzmacnianie rosyjskich wpływów gospodarczych.
- Silny potencjał eksportowy w rolnictwie, zdolny do szybkiego zwiększania dostaw do UE, jeśli ramy handlowe stają się bardziej liberalne.
Wrażliwym punktem jest tu pojęcie „kosztu produkcji”. Jeśli europejski rolnik ponosi koszty wynikające z restrykcyjnych limitów, zakazów i kontroli, a na rynek trafia produkt tańszy, bo wyprodukowany w mniej kosztownych warunkach regulacyjnych, to konkurencja przestaje być porównywalna.
Rynek UE pod presją: gdzie rolnicy widzą największe ryzyko
W rolniczej narracji powtarza się obawa, że liberalizacja handlu lub utrzymywanie preferencyjnego dostępu dla części partnerów może uderzać w sektory szczególnie wrażliwe na import. Najczęściej wymieniane są:
- wołowina – wysoka wrażliwość cenowa i znaczenie kosztów dobrostanu oraz pasz,
- drób – szybkie cykle produkcyjne i duża skala w krajach poza UE,
- cukier – rynki podatne na wahania cen i decyzje regulacyjne,
- miód – problem jakości, domieszek i trudności w skutecznej kontroli pochodzenia,
- mleko i przetwórstwo – ryzyko przeniesienia presji cenowej na cały łańcuch (od gospodarstw po zakłady).
Istotny jest też argument o destabilizacji łańcuchów dostaw. Rolnicy zwracają uwagę, że cena w skupie to nie tylko kwestia zysków gospodarstw, ale również ciągłości produkcji, inwestycji w modernizację oraz odporności systemu żywnościowego UE w kryzysie.
Standardy produkcji żywności: sedno sporu o „równe zasady gry”
Unia Europejska należy do najbardziej wymagających rynków świata, jeśli chodzi o bezpieczeństwo żywności i kontrolę produkcji. Rolnicy podkreślają, że te standardy mają wymiar nie tylko „papierowy”, ale realnie wpływają na koszty w gospodarstwach: od dozwolonych substancji, przez sposób leczenia zwierząt, po limity pozostałości i wymogi środowiskowe.
Dlatego w sporze o Mercosur i Indie mocno wybrzmiewa postulat, aby import nie był traktowany łagodniej niż produkcja unijna. W praktyce rolnicy oczekują:
- twardej weryfikacji zgodności produktów z normami UE,
- mechanizmów natychmiastowej reakcji w razie wykrycia substancji zakazanych,
- warunkowości handlowej – czyli powiązania dostępu do rynku ze spełnianiem konkretnych standardów i udowodnieniem ich egzekwowania.
W ich ocenie inaczej powstaje model, w którym UE „eksportuje regulacje” na własnych producentów, ale nie jest w stanie skutecznie egzekwować podobnego poziomu wymogów wobec konkurencji z zewnątrz.
„Sankcje” i ograniczenia handlowe: co rolnicy realnie proponują
W debacie publicznej słowo „sankcje” bywa rozumiane szeroko. Z perspektywy postulatów rolniczych chodzi przede wszystkim o zestaw narzędzi, które mogą ograniczyć korzyści handlowe dla państw trzecich w sytuacji, gdy UE uznaje ich działania za sprzeczne z interesem wspólnoty (np. poprzez wspieranie rosyjskiego sektora surowcowego).
Najczęściej przewijające się rozwiązania można ująć w cztery grupy:
- Ograniczenia dostępu do rynku UE (czasowe lub sektorowe) dla wybranych towarów.
- Klauzule warunkowe w umowach handlowych: preferencje tylko przy spełnieniu wymogów sanitarnych, środowiskowych i kontrolnych.
- Zaostrzenie kontroli granicznych i audytów po stronie dostawców oraz importerów (większa wykrywalność nadużyć i szybciej uruchamiane procedury ochronne).
- „Zero tolerancji” dla zakazanych substancji w żywności importowanej – rozumiane jako jasne progi i konsekwencje bez długiego „okresu przejściowego”.
Warto zauważyć, że część tych narzędzi nie musi oznaczać całkowitego zamykania rynku. Rolnicy wskazują raczej na potrzebę stworzenia systemu, w którym import jest dopuszczalny, ale pod warunkiem, że nie rozmontowuje standardów i nie wypycha z rynku produkcji unijnej.
Argument geopolityczny: rynek UE a finansowanie rosyjskiej agresji
Drugi filar argumentacji rolników jest polityczny, ale osadzony w gospodarce: skoro UE prowadzi politykę sankcyjną wobec Rosji, to równoczesne wzmacnianie wymiany handlowej z krajami, które intensywnie korzystają z rosyjskich paliw i nawozów, może być postrzegane jako niespójne.
W tej logice rolnicy proponują prostą zasadę: kto współfinansuje rosyjską machinę surowcową, nie powinien otrzymywać uprzywilejowanego dostępu do rynku UE. To podejście ma łączyć interesy gospodarcze rolników z szerzej rozumianym interesem bezpieczeństwa Europy.
Co to oznacza dla konsumentów i branży spożywczej
Debata o sankcjach wobec Mercosuru i Indii nie jest wyłącznie „sporem rolników z Brukselą”. Skutki potencjalnych decyzji mogą dotknąć całego rynku:
- Konsumenci – możliwe zmiany cen w krótkim terminie (zwłaszcza jeśli import wypełnia lukę podażową), ale też wyższa przewidywalność standardów jakości w długim okresie.
- Przetwórstwo i handel – większa stabilność dostaw z UE może ograniczać ryzyko wahań jakościowych, ale jednocześnie mniej „taniego surowca” z importu może podnosić koszty zakupowe.
- Państwo i instytucje kontrolne – presja na sprawniejsze inspekcje, lepszą identyfikowalność pochodzenia i skuteczniejsze procedury interwencyjne.
W praktyce kluczowym pytaniem staje się to, czy UE chce budować przewagę konkurencyjną na jakości, bezpieczeństwie i odporności łańcucha dostaw, czy nadal będzie godzić się na model, w którym część kosztów standardów ponoszą głównie europejscy producenci.
Jak UE może uporządkować politykę handlową wobec rolnictwa (bez chaosu)
Jeśli celem ma być ochrona rynku UE przy jednoczesnym utrzymaniu przewidywalnych reguł handlu, potrzebne są rozwiązania systemowe, a nie doraźne reakcje. Z punktu widzenia logiki regulacyjnej najbardziej spójny pakiet mógłby obejmować:
1) Czytelne kryteria warunkowości
Preferencje handlowe powinny być powiązane z mierzalnymi standardami i procedurami kontroli. Nie hasła, lecz konkret: jakie normy, jakie audyty, jakie konsekwencje.
2) Szybkie bezpieczniki rynkowe
Mechanizmy ochronne (np. limity ilościowe, automatyczne uruchamianie dodatkowych kontroli, czasowe wstrzymania) powinny działać wtedy, gdy import destabilizuje rynek, a nie dopiero po miesiącach.
3) Wyrównanie kosztów regulacyjnych
Jeżeli UE utrzymuje wysokie wymagania środowiskowe i sanitarne, to import powinien być traktowany w sposób, który minimalizuje zjawisko „ucieczki kosztów” poza Unię.
4) Ochrona reputacji „produkcji europejskiej”
Przejrzystość oznaczeń, identyfikowalność pochodzenia i skuteczne wyłapywanie nieprawidłowości mają znaczenie nie tylko dla rolnika, ale też dla zaufania do całego rynku żywności w UE.
Wnioski: spór o sankcje to tak naprawdę spór o model europejskiego rolnictwa
Apel polskich rolników o sankcje wobec Mercosuru i Indii jest sygnałem, że rośnie oczekiwanie na bardziej spójną i konsekwentną politykę UE: taką, która łączy handel z bezpieczeństwem i standardami, zamiast traktować je jako odrębne światy.
Z perspektywy gospodarstw rolnych najważniejsze jest jedno: jeśli rynek UE ma pozostać otwarty, to musi być jednocześnie uczciwy. A to oznacza nie tylko kontrolę jakości importu, lecz także mechanizmy, które nie pozwolą, by europejskie standardy stały się dla unijnych producentów wyłącznie kosztem – bez realnej ochrony przed konkurencją wytwarzającą taniej, bo poza systemem wymogów.
