Włochy ciągną euro w dół

foto: pixabay

Amerykański Fed obszedł się z rynkami bardzo delikatnie, ale euro nie wykorzystało tej szansy. Wczoraj notowaniom wspólnej waluty – a w ślad za nią także złotemu, ciążyły wracające obawy o kondycję finansów publicznych we Włoszech. Przyjęty przez rząd budżet zakłada spory wzrost deficytu, a to zwiastuje problemy. Dziś w USA istotne dane o inflacji.

Obawy o sytuację ekonomiczno-polityczną we Włoszech dały się odczuć już na wiosnę, kiedy wybory wygrał Ruch Pięciu Gwiazd i po długich targach politycznych ustanowił toksyczną koalicję z Ligą, która jeszcze do wyborów szła z samym Silvio Berlusconim. Obawy te nieco ustały, rynki miały nadzieję, że rządzący po przejściu z etapu kampanii do etapu sprawowania władzy zejdą nieco na ziemię i będą respektować dotychczasowe starania w kierunku stabilizacji sytuacji fiskalnej. Szczególnie, że na ministra gospodarki powołano technokratę Giovanniego Trię, który mówił o potrzebie ograniczenia długu w relacji do PKB. Ostatecznie jednak potrzeby polityczne wzięły górę. Ponieważ partie mają wyborców w różnych częściach kraju, ostatecznie do budżetu trafiło wprowadzenie dochodu minimalnego, wycofania się z podniesienia wieku emerytalnego, cięcia podatków oraz wyższa płaca minimalna. Czyli jednocześnie wzrost wydatków i spadek wpływów. Deficyt, który pierwotnie miał w przyszłym roku spaść poniżej 1% PKB teraz już planowany jest na poziomie 2,4%. Te liczby jednak nie oddają istoty problemu. Włochy to nominalnie najbardziej zadłużona gospodarka w Europie. W relacji do PKB dług jest wyższy tylko w Grecji. Jednocześnie, choć wzrost nie jest spektakularny, koniunktura jest na górce dekady. Ewentualne spowolnienie, szczególnie w wyniku szoku zewnętrznego (takiego jak kryzys z 2008 roku) skutkowałoby eksplozją deficytu i prawdopodobnie niekontrolowanym wzrostem długu publicznego. Z punktu widzenia długoterminowych perspektyw taki socjalny budżet to ostatnia rzecz, której włoska gospodarka, cierpiąca na chroniczny spadek konkurencyjności, potrzebuje. W efekcie, pomimo niezłych nastrojów na rynkach globalnych oraz pozytywnego zaskoczenia inflacją w Niemczech kurs pary EURUSD wczoraj ostro zanurkował i dziś dalej pozostaje pod presją sprzedających. Włoski budżet musi zostać jeszcze przyjęty przez parlament, ale na razie sprawy nie idą w dobrym kierunku, szczególnie, że nieuchronny wydaje się też konflikt z Komisją Europejską.

Piątkowy kalendarz jest pełen publikacji makroekonomicznych. Warto tu wskazać na dane o inflacji PCE ze Stanów Zjednoczonych (14:30). Choć są to dane za sierpień, mogą mieć spore znaczenie. Inflacja CPI rozczarowała i podobnie słabe dane PCE mogą nieco podciąć skrzydła dolarowi, który poza Europą nie radzi sobie już tak dobrze. Umiarkowana retoryka Fed sprzyja walutom rynków wschodzących – wczoraj zyskiwały południowoafrykański rand, brazylijski real czy turecka lira. Ta ostatnia wobec dolara jest najmocniejsza od miesiąca wobec nadziei na uwolnienie amerykańskiego pastora i porozumienie dyplomatyczne z USA. Złoty piątkowy handel zaczyna stabilnie. O 8:55 za euro płacimy 4,2688 złotego, dolar kosztuje 3,6717 złotego, frank 3,7603 złotego, zaś funt 4,8004 złotego.

dr Przemysław Kwiecień CFA
Główny Ekonomista XTB
przemyslaw.kwiecien@xtb.pl

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*