Tragikomedia w Londynie

foto: pixabay

To, co dzieje się w brytyjskiej polityce od kilku miesięcy przypomina farsę. Wczorajszy dzień mógłby w zasadzie się nie odbyć, bo i tak było wiadomo, jaki będzie miał przebieg. Od dawna zakładaliśmy, że okres negocjacyjny zostanie przedłużony, pozostaje pytanie „na jak długo?”. Niestety rykoszetem obrywa się europejskiej gospodarce.

W zasadzie już od grudnia było jasne, że Brytyjczycy nie mają pomysłu na Brexit, przynajmniej takiego, który mógłby uzyskać większość w parlamencie. Ponieważ otwartej granicy z Irlandią nie da się pogodzić z wyjściem z unii celnej i opuszczeniem wspólnego rynku wszelkie rozmowy, zapewnienia i dywagację były od początku skazane na niepowodzenie. Podobnie było z wczorajszym głosowaniem nad umową rozwodową, która przepadła już raz w styczniu. Nieco większa liczba głosów „za” jest raczej wyrazem rezygnacji niektórych posłów niż efektem przekonania ich rozmowami May z Junckerem. Dziś odbędzie się głosowanie nad tym, czy parlament chce wyjścia z UE bez porozumienia. Dla takiego scenariusza nie ma większości, dlatego najprawdopodobniej jutro odbędzie się kolejne głosowanie nad wydłużeniem artykułu 50, a zatem okresu negocjacyjnego.

Warto pamiętać, że Brytyjczycy mogą o takie wydłużenie jedynie poprosić. Przyjmuje się oczywiście, że Unia wyda zgodę, choć jest kilka komplikacji. Po pierwsze już w maju odbędą się wybory do europarlamentu i w związku z tym jest pytanie, czy Brytyjczycy powinni brać w nich udział? Theresa May chciałaby wydłużenia okresu o maksymalnie 3 miesiące, co mogłoby pozwolić na uniknięcie tego dylematu (pierwsza sesja parlamentu jest w lipcu). Z drugiej strony mówi się o tym, że Unia chciałaby wydłużenia artykułu aż o 2 lata. Co prawda niepewność nadal ciążyłaby gospodarce, ale jednocześnie unijni politycy mogliby liczyć na zmianę preferencji politycznych na Wyspach i przeprowadzenie drugiego referendum. Pojawia się też kwestia brytyjskiego wkładu do unijnego budżetu, który miałby wzrosnąć przy przedłużeniu okresu negocjacyjnego. Z punktu widzenia funta, im dłuższy okres, tym teoretycznie lepiej.

Wydarzenia w Europie nie powinny nam całkowicie przysłonić tego, co dzieje się w azjatyckiej gospodarce, skąd w nocy napłynęły same negatywne wiadomości: spadek nastrojów w Australii, spadek sprzedaży domów w Nowej Zelandii, kolejny duży spadek zamówień na maszyny w Japonii – to wszystko pokazuje, że ważny motor światowej gospodarki radzi sobie coraz gorzej.

W dzisiejszym kalendarzu, poza kolejnym głosowaniem w brytyjskim parlamencie (tuż po 20:00), mamy dane o zamówieniach na dobra trwałe w USA za styczeń oraz dane o cenach producenta w lutym (obydwa raporty 13:30), zaś później dane o zapasach paliw (15:30). W nocy czeka nas pakiet miesięcznych danych za luty z Chin (3:00). O godzinie 8:50 euro kosztuje 4,3029 złotego, dolar 3,8125 złotego, frank 3,7831 złotego, zaś funt 5,0071 złotego.

dr Przemysław Kwiecień CFA
Główny Ekonomista XTB

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*