Raport: Polski rynek kapitałowy dojrzewa opornie

foto: gpw

Decyzja agencji o zaliczeniu Polski do rynków rozwiniętych, która efektywnie wejdzie w życie 24 września ma szansę w długim terminie wspierać warszawską giełdę, choć nie znaczy, że będzie korzystna dla konkretnych spółek.

Polska zostanie przeniesiona z kategorii zaawansowanych rynków wschodzących (Advanced Emerging Markets) do kategorii rynków rozwiniętych (Developed Markets). Stanie się to we wrześniu – tak postanowił we wrześniu 2017 r. niezależny Komitet Doradczy ds. Klasyfikacji Krajowej FTSE Russell. Właśnie we wrześniu odbywa się przegląd FTSE Global Equity Index Series – całej rodziny indeksów rynków kapitałowych.

Decyzja ta oznacza, że polskie aktywa będą miały swój udział w indeksie FTSE Developed All Cap Index. Wcześniej znajdowały się one w indeksie FTSE Emerging All Cap Index. Istotne jest także to, że waga w indeksie rynków wschodzących polskich akcji wynosi teraz 1,33 proc., po przejściu do indeksu rynków rozwiniętych (od września) ma wynieść 0,154 proc. W indeksie tym są aktywa rynku kapitałowego z 23 krajów, a zatem polskie będą miały więcej niż skromny udział.

FTSE Russel uzasadniła decyzję jako skutek „ciągłej poprawy infrastruktury rynku kapitałowego w Polsce, wspieranej przez stały rozwój gospodarczy kraju”. Wpływ na nią miało też to, że Polska jest największą gospodarką w Europie Środkowo-Wschodniej, a więc w regionie, w którym żaden kraj nie był dotąd zaliczany do rynków rozwiniętych. Co więcej – nasz kraj czekał na liście obserwacyjnej agencji od 2011 roku.

FTSE Russell to bardzo poważna instytucja – globalny dostawca benchmarków, analiz i innych rozwiązań do analizy i przetwarzania danych rynkowych oraz do ich gromadzenia. Należy do grupy London Stock Exchange i działa od ponad 30 lat. Zarządzający aktywami, dostawcy ETF-ów, banki inwestycyjne na całym świecie porównują swoje wyniki inwestycyjne z jej indeksami. Służą one do tworzenia funduszy inwestycyjnych, funduszy ETF, produktów strukturyzowanych i instrumentów pochodnych opartych na indeksach. Inwestycje, które pokrywają indeksy FTSE Russell, mają wartość ok. 15 bilionów dolarów, co oczywiście nie znaczy, że wszystkie są z tymi indeksami „zlinkowane”.

Polska w krajobrazie globalnych indeksów

Powiedzmy od razu – FTSE Russel jest ważnym dostawcą indeksów, ale nie najważniejszym. Tym jest MSCI, czyli spółka, którą stworzył amerykański bank inwestycyjny Morgan Stanley. Polska wchodzi do liczonego od 2001 roku MSCI Emerging Markets Index wśród innych 23 krajów reprezentujących 10 proc. światowej kapitalizacji giełd. Indeks ten odzwierciedla około 85 proc. free float na każdym z 24 rynków. Najwięcej, bo ok. 30 proc., w indeksie MSCI EM ważą akcje z Chin.

MSCI oblicza także osobno indeks dla Polski, w którego skład wchodzą papiery 39 spółek z GPW. 10 spółek z WIG20 waży w tym indeksie nieco ponad dwie trzecie. Kapitalizacja rynkowa spółek z polskiego indeksu wynosi 74,7 mld dolarów, podczas gdy kapitalizacja indeksu MSCI EM – 5,48 biliona dolarów. Przetasowania w indeksie MSCI Poland mają dla notowań akcji polskich spółek spore znaczenie. Gdy w połowie maja ogłoszono, że z indeksu wypadnie Tauron, ceny akcji tej spółki rozpoczęły silny spadek, który w ciągu kilku dni przekroczył 15 proc. Czy podobnie będą zachowywać się papiery w przypadku zmiany klasyfikacji FTSE Russel?

– To mniej obserwowany indeks przez inwestorów i wpływ pewnie nie będzie duży – mówi Emil Łobodziński, doradca inwestycyjny w Domu Maklerskim PKO BP.

Oprócz MSCI i FTSE Russell globalnym dostawcą indeksów jest STOXX, którego indeks EURO STOXX oraz STOXX Europe 600 są ważnymi benchmarkami dla rynków akcji w krajach strefy euro. Publikuje ona też indeks STOXX Poland TMI. Rodziny indeksów Standard and Poor’s oraz Cboe nie obejmują Polski.

Zatem „awans” polskiego rynku kapitałowego w oczach FTSE Russell ma raczej symboliczne znaczenie. Ciekawe jest natomiast to, jak agencja uzasadniła jego „dojrzałość”.

Agencja FTSE Russell podkreśliła, że takiego przeklasyfikowania kraju (z koszyka rynków wschodzących do rozwiniętych) nie dokonała od ponad dekady. Jakimi zatem kryteriami kierowała się podejmując decyzję w pewnym sensie historyczną? Jej aktualny system klasyfikacji funkcjonuje od 2004 roku, a kryteria, które pewne kraje spełniają, albo nie – by zostały zaliczone do odpowiednich „koszyków” – są dość ścisłe.

Obejmują cztery sfery: otoczenie rynkowe i regulacyjne, przechowywanie i rozliczanie papierów wartościowych, zasady transakcji oraz dostępność instrumentów pochodnych. Podzielone są dodatkowo jeszcze na 21 kategorii. Żeby dany kraj został zakwalifikowany do odpowiedniego „koszyka”, musi spełniać ich odpowiednią liczbę. Dotyczą głównie jakości rynku. By znaleźć się w koszyku rynków rozwiniętych, trzeba spełnić wszystkie z 21 kryteriów.

Oprócz tego kraj musi mieć wysoki względny poziom dochodu narodowego na głowę. I tu pojawia się pierwsze zaskoczenie, jeśli chodzi o awans Polski. Pod tym względem mogliśmy się porównywać z innymi zaawansowanymi rynkami wschodzącymi – Czechami czy Węgrami w naszym regionie, czy poza nim np. z Turcją. Wśród rynków rozwiniętych najuboższa Portugalia ma o połowę większy dochód podzielony na głowę niż Polska, a zdecydowana większość pozostałych krajów co najmniej dwa razy wyższy. Inna sprawa, że w koszyku zaawansowanych rynków wschodzących te różnice też są duże, ponad dwukrotne. Tak jest na przykład pomiędzy Tajwanem a RPA. Kryterium nie jest więc jednoznaczne.

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*