Prof. Barczak: Myślenie, że węgiel jest naszym skarbem narodowym spowoduje kłopoty w gospodarce

foto: serwis agencyjny MondayNews™

Od lat polskie górnictwo zmaga się z wieloma problemami. W przyszłości może być jeszcze gorzej, ponieważ w UE prowadzona jest polityka dekarbonizacji. Już dziś trzeba myśleć o innym wykorzystaniu węgla. Warto skupić się na gazyfikacji oraz przeróbce, dzięki której powstaną produkty bardzo przydatne dla gospodarki. Nieuniknione również wydaje się większe finansowanie badań naukowych. Z kolei całkowity brak działań sprawi, że nasze kopalnie staną się niekonkurencyjne, gdyż wzrosną koszty wytwarzania. W sektorze, funkcjonującym na granicy opłacalności, nie ma pieniędzy na inwestycje. Choć pracownicy chcą więcej zarabiać, to wynagrodzenia muszą być połączone z wydajnością. O potrzebach zmian i ostrej grze ekonomicznej mówi prof. Andrzej Barczak z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

W Unii Europejskiej prowadzona jest polityka dekarbonizacji. Jaka będzie więc przyszłość polskiego górnictwa? Należy je wspierać czy raczej pomału wygaszać?

Prof. Barczak: Jeżeli nic nie zmienimy i tylko będziemy podkreślać, że węgiel jest naszym skarbem narodowym, to definitywnie przegramy. Powinniśmy robić wszystko, żeby inaczej go wykorzystywać. Dwa najważniejsze państwa uwolniły się od niego, mimo że dawno temu zakładały już Wspólnotę Węgla i Stali. Niemcy mają gaz, czyli tzw. błękitną energię, prowadzą Nord Stream 2 i nie odpuszczą tego. Będzie więc ekologicznie i stosunkowo tanio. Francja korzysta przede wszystkim z elektrowni atomowych. Wprawdzie im się trochę psują, ale nie zrezygnują z nich. Te dwa państwa właśnie prowadzą politykę dekarbonizacji, a reszta do nich dołączy. Jeszcze Hiszpania ma trochę węgla, ale to są śladowe ilości, jeżeli chodzi o gospodarkę.

Co warto zatem zrobić?

Prof. Barczak: W Gliwicach działa Instytut Chemicznej Przeróbki Węgla. Mieliśmy już pewne osiągnięcia, żeby nie spalać węgla takim, jakim jest. On przecież pozostaje zanieczyszczony siarką. Kiedy nie podejmowaliśmy żadnych kroków w tej sprawie, to później spadały kwaśne deszcze w Szwecji. Tam jednak uzyskaliśmy pomoc w rozwiązaniu tego problemu i dlatego teraz w elektrowniach mamy bardzo dobre urządzenia do odsiarczania w procesie spalania. Zrobiliśmy to, lecz z dwutlenkiem węgla tak się nie da. W związku z tym, najistotniejsza sprawa to gazyfikacja, ale nie pod ziemią. Nasza polityka powinna polegać na finansowaniu badań naukowych. Na to naprawdę trzeba dużo pieniędzy, ponad kilka miliardów złotych, żeby w inny sposób wykorzystać tzw. naturalne bogactwo. Z jednej strony więc gazyfikacja, a z drugiej – taka przeróbka, żeby z węgla mogły powstawać produkty bardzo potrzebne gospodarce. To bardzo szeroka grupa, w której jest m.in. benzyna.

Jakie mogą być skutki zbyt wolno wprowadzanych zmian?

Prof. Barczak: Cała sprawa polega na elastyczności. Jeżeli nie zechcemy zmian, to Unia Europejska nałoży na nas różne kary, bo zwiększane są normy emisji dwutlenku węgla. Wtedy staniemy się niekonkurencyjni, wzrosną bowiem koszty wytwarzania. Nie będziemy mogli już tak się rozwijać jak teraz, zatruwając środowisko naturalne. Musimy pokazać, że inne źródła energii są u nas ważne i także się rozwijają. To znaczy nie 60-70% z węgla, ale powiedzmy 40%, a reszta z gazu, wiatru lub solarna, choć nie mamy takiego klimatu, jaki jest na południu Francji czy w Hiszpanii.

Niedawno rząd przyjął Program dla sektora górnictwa węgla brunatnego, a w ubiegłym roku – Program dla sektora górnictwa węgla kamiennego w Polsce do 2030 roku. Jak można je ocenić?

Prof. Barczak: To dobry kierunek, jeżeli chodzi o ekonomizację, bo górnictwo działa na krawędzi opłacalności. Obecna sytuacja wynika głównie z geologii. Zaczynamy wydobywać węgiel z poziomu 1000 metrów. Do wypadków górniczych, takich strasznych jak w Halembie, gdzie zginęło mnóstwo osób, doprowadzają wybuchy. To oznacza, że przyroda broni swoich zasobów, a my z nią nie wygramy. Zajmuję się statystyką, obserwuję taki wskaźnik, ile jest zgonów na milion ton wydobycia. Niestety, to ciągle pozostaje ta sama wartość. Niektórzy mówią o 3, 4 lub 5 górnikach na 10 milionów, ale rocznie na ogół ginie średnio ok. 20 osób. Do tego dochodzą poszkodowani chorobami zawodowymi, głównie pylicą, reumatyzmem oraz innymi związanymi z przebywaniem w zatrutym środowisku.

Czy górnicy są gotowi na zmiany?

Prof. Barczak: Ryzyko nacisku społecznego sprawia, że kopalnie będą na skraju ekonomicznej odpowiedzialności. Przychody i koszty są prawie takie same, więc nie mamy pieniędzy na inwestycje. W przeszłości dochodziło do niepotrzebnych konfliktów, które nie pozwalały na racjonalizację gospodarki. Swego czasu szef Jastrzębskiej Spółki Węglowej miał pomysł, żeby płacić, jak to w ekonomii, za wydajność, a nie za sam fakt bycia zatrudnionym. W efekcie był duży strajk, a pomysłodawca zmian stracił pracę, bo nie umiał się odpowiednio porozumieć z pracownikami. Nie można zatem stawiać sprawy na zasadzie ultimatum. Musi być rozmowa długa, trudna i z wzajemnymi argumentami. Trzeba dbać o to, żeby firma działała, ale nie bankrutowała. Górnicy nie chcą pracować za te same pieniądze, jeżeli naokoło się mówi, że wszystko rośnie i się bogacimy. Oni też chcą mieć podwyżki płac, więc jedynym ratunkiem na to jest zwiększenie skali.

Jakie są plusy i minusy tego rozwiązania?

Prof. Barczak: Połączono dwie firmy i z tego mamy Polskie Górnictwo Węglowe. Teraz należy popatrzeć na strukturę tego wielkiego przedsiębiorstwa i zbadać, czy ona wpływa na poprawę rentowności i wydajności. Na razie jest stabilizacja. Jednak zauważyłem jedno zagrożenie. Kopalnia ma tylko jedną ścianę. Jeśli na niej będzie nieszczęście geologiczne, to zakład stoi i 3 tysiące osób nie pracuje. Tak nie powinno być, trzeba myśleć o inwestycjach, udostępnianiu nowych i tanich złóż, bo teraz są dobre drogi transportowe pod ziemią. Niestety brakuje na to środków.

Co może być impulsem do zmian w górnictwie – spadek cen, załamanie gospodarcze czy też inny czynnik?

Prof. Barczak: Trudno na to odpowiedzieć. Gra gospodarcza jest bez skrupułów, ostra i nieprawdopodobnie brzydka. Wystarczy zobaczyć, co się dzieje z ceną ropy naftowej. Działa OPEC w Wiedniu, ustala limity wydobycia, a trzeba płacić coraz więcej. To właśnie ma ścisły związek z polityką. Podobnie sytuacja wygląda z górnictwem. Liczy się tylko to, kto wygra. Musimy więc nauczyć się grać i nie przegrywać. Nie mówię, że zwyciężymy, bo nie jesteśmy stumilionowym narodem i nie mamy aż tak silnych zasobów do walki, jeżeli chodzi o dekarbonizację. Oczywiście, jeśli będziemy sprowadzać węgiel spoza UE, to nałożymy cło tak, jak to zrobił prezydent Trump.

Jak w tej grze gospodarczej poradzi sobie Polska?

Prof. Barczak: Na rynku wielu potrafi nas ograć w różnych sytuacjach. Przede wszystkim Niemcy i Francja, która będzie liderem ochrony klimatu. To dotyczy nie tylko niedobrych gazów, ale też dwutlenku węgla. Te kraje chcą wprowadzać kary za przekraczanie norm. Pamiętam takie drobniejsze kwestie, np. z cukrem czy limitami na mleko. Gra o własną gospodarkę to sprawa przyszłości. Jeżeli energia elektryczna będzie droższa, to podrożeje wszystko. Jednak najgorsza choroba to inflacja. Jeśli ona się pojawi, to mamy już rewolucję francuską, czyli lud może wyjść na barykady. Wszystko to obserwuję z dużym niepokojem, ale jestem zadowolony z jednej rzeczy. Mamy nieformalną umowę społeczną o tym, że kopalnia jest naszą wspólną matką. Zakłady nagle nie staną. W przypadku problemów z węglem można go kupić, bo musimy mieć prąd. To gra o źródła energii. Tutaj trzeba sposobem działać. Złe podejście sprawi, że będziemy mieć wszystkich przeciwko sobie i ostatecznie przegramy.

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*