Polacy rzadko wybierają dobrowolne ubezpieczenia. Są dwa zasadnicze powody

foto: serwis agencyjny MondayNews

Według danych ZUS-u, w ciągu roku spadła liczba osób podlegających dobrowolnie ubezpieczeniu emerytalnemu czy rentowemu. Jednocześnie nieznacznie powiększyła się grupa, która wybrała świadczenie zdrowotne. Zdaniem ekspertów, główną przyczyną takiego stanu rzeczy może być fakt, że część rodaków zwyczajnie nie wierzy w system. Woli gromadzić środki na przyszłą emeryturę np. w banku, bo to w przyszłości ma dać lepszy efekt. Jednocześnie specjaliści zauważają, że nie każdy Polak jest w stanie ponosić tak duże koszty związane z tego typu aktywnością.

Na koniec grudnia 2018 roku 6,6 tys. osób podlegało dobrowolnie ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowemu. 12 miesięcy wcześniej grupa ta liczyła 7,5 tys. Maria Kuźniar z biura prasowego ZUS-u zaznacza, że wówczas, a także w listopadzie, było najmniej dobrowolnie ubezpieczonych w ciągu całego 2017 roku. Najwięcej, tj. 7,9 tys., doliczono się ich w lutym i marcu. Z kolei w 2018 roku minimalna liczebność tej grupy wyniosła 6,6 tysięcy (listopad i grudzień), a maksymalna – 7,4 tys. (styczeń i luty).

– W Polsce jest 16,5 miliona pracujących. Zatem te 6-7 tysięcy osób można nazwać marginesem. Gdyby ta grupa była liczniejsza, to moglibyśmy dostrzec pewne reguły. W tym przypadku mamy do czynienia z indywidualnymi wyborami. Jeżeli ktoś nie ma obowiązku ubezpieczenia się, to zazwyczaj tego nie robi – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Nikłe zainteresowanie tymi rozwiązaniami wynika z dwóch powodów, co podkreśla ekonomista Marek Zuber. Pierwszy to brak wiary w system. Potencjalni płatnicy uważają, że w przyszłości nie odzyskają pieniędzy w wysokości, która ich satysfakcjonuje. Wolą więc odkładać środki np. w banku, a za 30-40 lat efekt będzie zdecydowanie lepszy. Drugą istotną kwestią jest wysokość składek. Nie każdego stać, aby przeznaczać na ten cel ok. 900 zł miesięcznie. Dotyczy to zarówno zarabiających legalnie, jak i w szarej strefie.

– Przyczyn niskiego udziału w dobrowolnym ubezpieczeniu społecznym należy upatrywać w powszechności zasad obowiązkowego ubezpieczenia społecznego. Ze względu na mnogość tytułów do tego typu ubezpieczeń, w sposób dobrowolny podlegają głównie osoby, które nie mają innej opcji – stwierdza dr Antoni Kolek, prezes Instytutu Emerytalnego.

Z danych ZUS wynika, że w grudniu ub. roku przypis składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe wyniósł 3,723 mln zł, a 12 miesięcy wcześniej – 3,713 mln zł. W ciągu całego 2018 roku wartości te zmieściły się w przedziale od 3,674 mln zł (październik) do 4,178 mln zł (styczeń). Z kolei w 2017 roku były to wielkości właśnie od 3,713 mln zł (grudzień) do 4,452 mln zł (luty). Wówczas łącznie dały 49,916 mln zł, czyli więcej niż rok później, kiedy wyniosły 46,214 mln zł.

– Te środki nie mają kompletnie żadnego znaczenia dla funkcjonowania systemu. Dziura w FUS w zeszłym roku wyniosła 54 miliardy zł, a nie miliony. Oczywiście, gdyby wszyscy ci płacili, którzy powinni to robić, czyli również pracujący w szarej strefie, to wówczas mówilibyśmy już o poważnych pieniądzach. Samych osób, które mają legalne umowy, ale bez odprowadzanych składek, jest ponad milion. W ten sposób ZUS miałby dodatkowe miliardy złotych, ale to już inna kwestia – analizuje Marek Zuber.

Na koniec grudnia ub.r. 18,7 tys. osób podlegało dobrowolnie ubezpieczeniu zdrowotnemu. Jak informuje Maria Kuźniar, w ciągu dwunastu miesięcy nastąpił więc nieznaczny wzrost, z 18,4 tys. W całym 2017 roku grupa ta liczyła od 17,7 tys. (październik) do 18,7 tys. (kwiecień). W kolejnym roku również były to wartości od 17,7 tys. (wrzesień i październik) do 18,7 tys. (grudzień).

– Większa popularność dobrowolnych ubezpieczeń zdrowotnych wynika z możliwości otrzymania świadczeń krótkoterminowych. Jednak dane te nie są kompletne. Prawo do dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego mają także osoby prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą. Korzysta z niego 1,2 mln z 1,5 mln osób – mówi prezes zarządu Instytutu Emerytalnego.

Z kolei osoba, która nie pracuje, może zarejestrować się w urzędzie pracy i tym samym zyskać prawo do ubezpieczenia zdrowotnego. Jeremi Mordasewicz zaznacza, że nie każdy, chociażby ze względów ambicjonalnych, chce iść do tzw. pośredniaka. Alternatywą jest więc dobrowolne opłacanie składki ubezpieczeniowej.

– To jest inne podejście niż do dobrowolnego ubezpieczenia społecznego. Ludzie widzą sens ponoszenia kosztów, żeby być ubezpieczonym w przypadku jakiejś procedury medycznej. Ale są też osoby, które to ewidentnie obchodzą. Wykonują u kogoś z rodziny czy znajomego drobne prace, często nawet fikcyjne – wyjaśnia Marek Zuber.

ZUS informuje, że w grudniu ub. roku przypis składek na ubezpieczenie zdrowotne wyniósł 5,406 mln zł, a 12 miesięcy wcześniej – 4,880 mln zł. Natomiast za cały 2018 r. mówimy o 61,537 mln zł, przy wartościach od 4,756 mln zł (czerwiec) do 5,468 mln zł (styczeń). Z kolei na 58,499 mln zł za 2017 rok złożyły się kwoty od 4,540 mln zł (listopad) do 5,227 mln zł (wrzesień). Jak zaznacza dr Kolek, w br. wydatki NFZ-u mają wynieść 100 mld zł. Zatem wpływy w wysokości 4-5 mln zł należy uznać za mało istotne dla całego systemu.

– Współpłacenie, którego poza polityką lekową w Polsce w zasadzie nie ma, przyniosłoby istotne środki do systemu. Jednocześnie spełniałoby taką funkcję zapobiegania nadkonsumpcji usług zdrowotnych. To jednak wymaga śmiałych decyzji politycznych. Ponadto jest jednym z warunków powszechności dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. Drugi to określona pula świadczeń gwarantowanych i niegwarantowanych, a także koszyk jakości obsługi hotelowej w szpitalu – podkreśla prof. Krzysztof Krajewski-Siuda, ekspert Instytutu Sobieskiego w dziedzinie ochrony zdrowia.

Jak prognozuje Marek Zuber, liczba osób dobrowolnie opłacających składki będzie utrzymywać się mniej więcej na podobnym poziomie. Jednak nie jest wykluczone powiększenie się tej grupy, ponieważ Polacy mają coraz więcej pieniędzy. Ekspert zaznacza, że wybieraniu ubezpieczeń społecznych nie sprzyjają kolejne zmiany w systemie, w tym zapowiedziana likwidacja OFE. Ponadto, wszelkie analizy z ostatnich lat wskazują, że realne emerytury będą o połowę niższe od obecnych.

– Są plany dalszego uszczelniania systemu ubezpieczeń społecznych i obowiązkowego objęcia ubezpieczeniami następnych grup, np. kolejne umowy zlecenia czy umowy o dzieło. Można stwierdzić, że liczba dobrowolnie ubezpieczonych będzie spadać. Z kolei Rzecznik MŚP proponuje, aby osoby prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą miały prawo wybrać, czy chcą podlegać ubezpieczeniom. Jeśli skorzystałby z dobrowolności, wówczas nie będą odprowadzać składek, a tym samym nie będą mieć prawa do świadczeń – podsumowuje prezes Instytutu Emerytalnego.

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*