Niesamowite. Sprzedają ropę dosłownie za ćwierć ceny

foto: pixabay

Świat od tygodni zmaga się z cenami ropy naftowej w granicach 70-85 dolarów za baryłkę. W Kanadzie jednak niektóre rodzaje ropy są sprzedawane po 20 dolarów. Jak to możliwe? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Klęska urodzaju. To stwierdzenie w stosunku do producentów ropy naftowej nie powinno się obecnie pojawiać. Główne ośrodki analityczne globu debatują, czy cena baryłki złamie barierę 100 dolarów, a także o wiążących się z tym dramatycznym obniżeniem poziomu wydobycia przez Iran oraz Wenezuelę. Pozostałe kraje powinny więc obecnie korzystać z rekordowo wysokich cen i cieszyć się niezwykle wysokimi marżami.

Tymczasem kanadyjscy producenci zmagają się z zupełnie innym problemem. Wydobywana przez nich ropa Western Canadian Select (WCS) nie może być dostarczona do rafinerii. Niewydolna infrastruktura transportowa dla tego surowca połączona z wypełnionymi po brzegi magazynami i wysoką produkcją zepchnęła cenę WCS do 20 dolarów za baryłkę.

Ciężka ropa, ciężki problem

W niezwykle bogatej w surowce energetyczne kanadyjskiej prowincji Alberta wydobywa się głównie ropę ciężką (wysoka gęstość, niekonwencjonalne źródło – piaski bitumiczne). Przed przygotowaniem do transportu do rafinerii trzeba ją rozcieńczyć, a przerób kosztuje zwykle więcej niż lekkiej ropy WTI. To z tych powodów WCS kosztuje zwykle o 10-20 dolarów mniej niż ropa amerykańska czy europejska.

Obecnie jednak kluczową przyczyną dramatycznego spadku ceny WCS jest fakt, że ropa ta w ogóle nie może być przetransportowana do rafinerii. Rurociągi są przepełnione, a magazyny w Kanadzie wypełnione po brzegi. Sieć kolejowa także ma ograniczoną przepustowość, uniemożliwiając wywóz ropy poza Albertę.

Nawet gdyby udało się ropę przetransportować z Alberty, to główni odbiorcy WCS (przede wszystkim rafinerie na amerykańskim Środkowym Zachodzie) albo są w momencie okresowych przestojów technicznych, albo trapią je awarie. Infrastruktura nie została też przystosowana do eksportu drogą morską, np. poprzez Ocean Spokojny.

W rezultacie od dobrych kilku tygodni różnica ceny pomiędzy ceną ropy WTI a WCS dramatycznie się powiększa. Pod koniec ubiegłego tygodnia osiągnęła rekordową wartość 50 dolarów amerykańskich za baryłkę (dane agencji Bloomberg). Różnica pomiędzy europejską Brent a WCS to 60 dolarów za baryłkę.

Niskie ceny, ale nie dla kierowców

Jak to często bywa, strata jednych to zysk innych. Rekordową marżą cieszą się obecnie ci odbiorcy, którzy mieli zakontraktowany przewóz ropy i rozliczają się po obecnych cenach, a ich rafinerie szczęśliwie pracują na pełnych obrotach. Z kanadyjskiego paradoksu nie ucieszą się natomiast właściciele samochodów, ponieważ ceny na rynku gotowych paliw są głównie pochodną ropy WTI bądź Brent, nie zaś WCS.

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*