Krajowy rynek pracy przegrywa z szefem Fed

foto: FED stock

W ostatnich godzinach polska waluta nieco straciła na wartości z uwagi na mocniejszego dolara. Ten z kolei swoją siłę pokazał już wczoraj przed wystąpieniem szefa Rezerwy Federalnej Jerome’a Powell’a w Senacie. Z kraju GUS opublikował kolejne, świetne dane z rynku pracy, nad którymi warto się jednak pochylić nieco dłużej. Z kolei UE i Japonia podpisały niezwykle ważne porozumienie ws. wolnego handlu.

Silniejszy dolar, słabszy złoty — reguła ta jest wciąż prawdziwa, co było bardzo dobrze uwypuklone w ciągu ostatnich godzin. Amerykańska waluta zaczęła zyskiwać na wartości już w godzinach południowych w oczekiwaniu na wystąpienie szefa Fed w Senacie. W międzyczasie poznaliśmy względnie solidne dane o amerykańskiej produkcji przemysłowej, która w czerwcu wzrosła powyżej oczekiwań. Z drugiej strony odczyt za maj (i tak już bardzo słaby) został zrewidowany w dół. Niemniej jednak patrząc na dynamikę roczną na razie nie mamy powodów do obaw, gdyż znajduje się ona w pobliżu szczytów sprzed kilku lat. Pewną łyżką dziegciu może być niższy od konsensusu wzrost wykorzystania mocy produkcyjnych i lekka rewizja w dół (0,2 pkt. proc.) wartości za maj. W związku z powyższym poziom ten oscyluje w granicy 78%, co jest wciąż znacznie poniżej poziomów z roku 2014 (blisko 80%) oraz z okresu poprzedzającego kryzy finansowy (rejon 81%). Relatywnie niższy poziom wykorzystania czynników produkcyjnych może działać ograniczająco w kwestii zwiększania nakładów inwestycyjnych oraz podnoszenia cen. Tymczasem półroczne wystąpienie prezesa Rezerwy Federalnej nie wniosło zbyt wiele nowego, jak się jednak można było doskonale spodziewać. Powell powtórzył swoje zdanie, iż w obliczu obecnej sytuacji makroekonomicznej zasadnym jest kontynuowanie stopniowego zacieśniania polityki monetarnej. Jego zdaniem ryzyka dotyczące wzrostu gospodarczego są równo zbilansowane (tj. istnieje równe prawdopodobieństwo nieoczekiwanego spowolnienia, jak i również dynamiki przekraczającej obecne antycypacje). Nie sądzę, by wystąpienie Powell’a było jawną przyczyną mocniejszego dolara, było ono raczej pretekstem do kupna.

W obliczu coraz śmielszych kroków protekcjonistycznych podejmowanych przez Stany Zjednoczone oraz Chiny z wielką radością należy przyjąć podpisanie porozumienia odnośnie do wolnego handlu między UE a Japonią. Po trwających cztery lata negocjacjach obydwie strony wreszcie spotkały się na wspólnym gruncie, decydując się na zniesienie niemalże wszystkich ceł na dobra podlegające wymianie handlowej. Choć umowa nie wejdzie w życie ad hoc i wymaga jeszcze prawnego zatwierdzenia, stanowi ona bez wątpienia przełomowy moment w bilateralnej polityce handlowej. Według ustaleń Japonia znieść ma cła na 94% produktów importowanych z UE w zamian za zniesienie przez UE ceł na 99% dóbr importowanych z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Tymczasem polski rynek pracy pozostaje w wyśmienitej kondycji, takie wnioski możemy wyciągnąć po publikacji najnowszych danych GUS. Raport pokazał, że dynamika zatrudnienia pozostała w czerwcu na poziomie 3,7% w ujęciu rocznym, podczas gdy dynamika wzrostu płac w sektorze przedsiębiorstw wyniosła 7,5% (drugi, najwyższy rezultat w tym roku). W efekcie realny fundusz płac nieznacznie wzrósł do okolic 9,5% w porównaniu z analogicznym okresem sprzed roku, będąc wciąż wyraźnym wsparciem dla polskiej konsumpcji. Warto wyszczególnić jednak dwie rzeczy. Po pierwsze, dynamika zatrudnienia już czwarty miesiąc z rzędu nie uległa zmianie, co pokazuje, że ograniczenia podażowe nie są tymczasowe, a mają bardziej charakter trwały (kurcząca się podaż pracy, spowalniający napływ siły roboczej z zagranicy, niedopasowanie kwalifikacji pracowników do wymagań pracodawców). Dlatego też wydaje się, że poziomy dynamiki zatrudnienia osiągnięte w zeszłym roku powinny być najwyższymi wartościami w obecnym cyklu. Z drugiej strony dynamika wzrostu płac przyspiesza i to w obliczu względnie niekorzystnej bazy statystycznej. Zauważmy, że w czerwcu zeszłego roku dynamika płac przekroczyła 6%, a mimo to dane za ten rok pokazały wyraźnie wyższą wartość niż oczekiwane 7%. O ile w lipcu dynamika ta może okazać się jeszcze wyższa (jednorazowe spowolnienie dynamiki przed rokiem), o tyle od sierpnia baza będzie dużo bardziej wymagająca, balansując na granicy 7%. Przypomnijmy, że według najnowszego raportu o inflacji NBP średnioroczna dynamika wzrostu płac ma ustabilizować się właśnie w rejonie 7%, zatem druga połowa roku będzie pod tym kątem kluczowa. Ewentualnie wyższy wzrost przez kolejne miesiące może być czynnikiem, który przechyli szalę za podwyżką stóp procentowych w końcówce 2019 roku (trzeba brać również możliwość tego, że NBP przeszacowuje nieco wzrost produktywności).

W dzisiejszym kalendarzu makroekonomicznym największą uwagę warto zwrócić na dane inflacyjne z Wysp Brytyjskich oraz cotygodniowy raport o zapasach ropy naftowej w USA. Z kraju GUS opublikuje dane dotyczące produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej. Krótko po godzinie 9:00 za dolara płacono 3,6967 złotego, za euro 4,3013 złotego, za funta 4,8415 złotego i za franka 3,6871 złotego.

Arkadiusz Balcerowski
Makler Papierów Wartościowych
Analityk Rynków Finansowych XTB
arkadiusz.balcerowski@xtb.com

Reklama

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*